Czy na pewno obowiązkowe?

Czy na pewno obowiązkowe?

Pewną kalką językową, powielaną od lat i powtarzaną w potocznym języku, jest fraza o „obowiązku szczepień” w przypadku dzieci. Sam termin „obowiązek” kojarzy się z przymusem prawnym i ewentualnymi sankcjami za ich nieprzestrzeganie.

Na wielu rodziców działa to jako straszak i powoduje, że bezrefleksyjnie udają się do przychodni, aby podać swoim dzieciom zalecany preparat. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak obowiązkowe szczepienia i przyciśnięci do muru lekarze muszą to przyznać. Istnieją zalecenia sanitarno-epidemiologiczne, w niektórych dokumentach pojawia się nawet przymiotnik „obowiązkowe”, jednakże de facto przymusu nie ma. Dlaczego nie mówi się tego otwarcie?

Państwo jako instytucja ma silną tendencję do myślenia za obywatela i do podejmowania pewnych decyzji w jego imieniu. Obywatel nie wie, nie potrafi, nie rozumie, więc trzeba prowadzić go za rękę we wszystkich możliwych obszarach.

Z medycyną jest podobnie, a tą dotyczącą dzieci w szczególności. Na peryferiach dyskusji o szczepionkach pojawia się zatem wątek ideologiczny, związany z wolnością jednostki i ograniczeniami tejże wolności.

Choć prawo nie zmusza wprost do szczepień, to różne organy lubią co jakiś czas postraszyć niepokornych rodziców. Normą są wysyłane ponaglenia, które sugerują możliwą sankcję za niestawienie się w przychodni. Czy to jest sensowna droga?

Zobacz często występujące objawy u dzieci wywołane żółtaczką zakaźną

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *